Wisła Kraków znów jest w Ekstraklasie. Po czterech latach gry na zapleczu elity „Biała Gwiazda” przypieczętowała awans zwycięstwem 2:0 nad Chrobrym Głogów i mogła rozpocząć długo wyczekiwane świętowanie. Przy Reymonta nie było nerwowego wyczekiwania na korzystny układ wyników. Była dominacja, skuteczność w kluczowych momentach i poczucie, że klub wreszcie zamknął bolesny rozdział.
Wisła Kraków od początku grała jak drużyna gotowa na awans
Krakowianie wyszli na mecz z Chrobrym z jasnym celem i od pierwszych minut narzucili własne warunki. Wisła szybko zaczęła spychać rywali pod ich pole karne, szukała strzałów i pokazywała, że nie zamierza przeciągać sprawy. Już po kilku minutach gospodarze mieli na koncie kilka prób, a goście musieli skupić się głównie na przetrwaniu naporu.
Przewaga Wisły została udokumentowana po kwadransie. Duarte posłał bardzo dobre dośrodkowanie, a Lelieveld zamknął akcję i dał gospodarzom prowadzenie. Ten gol wyraźnie uspokoił zespół Mariusza Jopa, ale nie odebrał mu energii. Chrobry wyglądał chaotycznie i przez długi czas nie potrafił wyjść spod presji.
Chrobry próbował odpowiedzieć, ale Wisła miała kontrolę
Po stracie bramki goście mogli szybko przyjąć kolejny cios. Wisła nadal atakowała z rozmachem, a jedną z groźniejszych prób oddał Duarte, którego uderzenie obronił Arndt. Gospodarze mieli pomysł, tempo i swobodę w ofensywie, czyli elementy, których często brakowało im w poprzednich sezonach walki o powrót do elity.
Chrobry odważniej ruszył dopiero po około pół godzinie gry. Kilka akcji pozwoliło mu złapać oddech, ale nie zmieniło obrazu spotkania. Wisła nadal była dojrzalsza, groźniejsza i bardziej konkretna. Efektownie uderzał Sanchez, który próbował zaskoczyć bramkarza przewrotką, lecz do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Gol Bozicia zamknął temat powrotu do Ekstraklasy
Druga połowa zaczęła się dla Wisły idealnie. Już w 48. minucie gospodarze przeprowadzili akcję, po której Bozić podwyższył prowadzenie. Przy stanie 2:0 trudno było mieć wątpliwości, że Chrobry będzie w stanie odwrócić losy spotkania. Dla kibiców przy Reymonta był to moment, w którym awans stał się nie tylko bliski, lecz praktycznie pewny.
Wisła nie musiała już grać na granicy ryzyka, ale nadal szukała kolejnych bramek. Próbowali Igbekeme i Krzyżanowski, do siatki trafił także Duarte, lecz jego gol nie został uznany z powodu spalonego. Swoją okazję miał również Kuziemka. Wynik 2:0 utrzymał się jednak do końcowego gwizdka.
Powrót po latach rozczarowań
Awans Wisły ma szczególny ciężar, bo klub czekał na niego cztery lata. Dla 13-krotnego mistrza Polski pobyt w pierwszej lidze był sportowym ciosem i źródłem wielu rozczarowań. Kolejne próby kończyły się niespełnieniem, zmianami trenerów, napięciem wokół klubu i pytaniami, kiedy „Biała Gwiazda” wreszcie wydostanie się z zaplecza.
Tym razem misję doprowadził do końca Mariusz Jop. Trener, który zaczynał jako rozwiązanie awaryjne, uporządkował drużynę i poprowadził ją do celu, którego nie udało się osiągnąć jego poprzednikom. Zwycięstwo nad Chrobrym było nie tylko formalnym przypieczętowaniem awansu, ale też symbolicznym końcem okresu, który przy Reymonta trwał zdecydowanie za długo.
Wisła zrobiła swoje, inni nadal walczą
Po wygranej z Chrobrym Wisła może już przygotowywać się do gry w Ekstraklasie. Klub wraca na poziom, na którym przez lata budował swoją markę i gdzie chce nie tylko przetrwać, lecz także odbudować pozycję.
Walka o pozostałe miejsca premiowane bezpośrednim awansem nadal trwa. Szanse zachowują Śląsk Wrocław, Wieczysta Kraków oraz ŁKS Łódź. Dla Wisły najważniejsze jest jednak to, że nie musi już oglądać się na innych. Po czterech latach oczekiwania Kraków znów ma przedstawiciela przy Reymonta w piłkarskiej elicie.